Zapraszamy na 23 szkoleń z e-marketingu i konferencję I ♥ Marketing oraz zakupu magazynu

19 Szkoleń i I ♥ Marketing oraz zakupu magazynu

Czy nasze media gotowe są psychicznie na blogi?

Krzysztof Urbanowicz, prezesa Mediapolis i dyrektor 5W Mignon-Media na Europę Wschodnią, autor bloga o mediach i internecie Media Cafe Polska, wskazuje, kto i gdzie dopiero zaczyna zarabiać na blogach, zdecydowanie twierdząc, że „w Polsce jest za wcześnie na blogowanie dla pieniędzy”. Wymienia siedem skutecznych, tradycyjnych modeli biznesowych.

Wywiad z Krzysztofem Urabanowiczem stanowi kontynuację artykułu Klikofobia a zarabianie na blogach i Web2.0 oraz Zarabianie na blogach, finansowanie Web2.0 — opinie.

Redakcja: Ile średnio wizyt i odsłon dziennie notuje Pan na blogu?

Krzysztof Urbanowicz: Ok. 600 wizyt i ok. 1080 odslon dziennie, ok. 7.000 wizyt miesiecznie – tak wynika z obliczeń mojego Site Meter. Wydaje mi sie, ze jak na niszowy blog ekspercki o mediach i internecie, to dość dużo, szczególnie w Polsce. Bardzo mnie to cieszy, bo mój blog ma więcej czytelników niż niejedno pismo branżowe :) Ale to wymaga morderczej pracy, od 1 do 5-6 godzin dziennie, 7 dni w tygodniu.

Umieścił Pan reklamę kontekstową Google AdSense. Czy na postawie przychodów z niej uzyskanych, może Pan powiedzieć, że reklama kontekstowa jest dobrym źródłem dochodu dla autora blogów?

Na tym poziomie to nie ma zadnego znaczenia. Po 5 miesiacach blogowania „zarobilem” chyba 0,54 centy (ktorych zreszta nie otrzymalem, o co nie mam pretensji do Google), ale tez celem mojego bloga nie jest zarabianie. Na życie zarabiam doradztwem biznesowym i strategicznym w mediach.

Na blogu, ponizej 100.000 uzytkownikow miesiecznie, umieszczanie AdSense jest tylko zabiegiem graficznym, lub – dla niektórych – czysto wizerunkowym. Na blogach moga naprawde zarobic duze platformy blogowe, ktore maja kilka milionow uzytkownikow miesiecznie, nie pojedynczy blogowicze, a juz na pewno nie w chwili obecnej w Polsce.

Jaką alternatywę mógłby Pan podać dla reklamy kontekstowej dla kogoś, kto chciałby zająć się blogowaniem zawodowo?

Na blogowaniu zaczynaja dopiero zarabiac pierwsi Amerykanie i Szwedzi, ktorzy:

  • albo sa zawodowymi dziennikarzami pracujacymi dla wielkich mediow, jak The New York Times,
  • albo sa znanymi ekspertami-blogowiczami, ktorym wielkie media placa wynagrodzenie w formie wierszowki, lub miesiecznej pensji,
  • albo zbudowali przez kilka lat atrakcyjne dla reklamodawcow wlasne marki blogow i zyja z reklamy,
  • albo zbudowali przez kilka lat atrakcyjne dla reklamodawcow wlasne marki blogow i odsprzedali je duzym grupom medialnym.

W Polsce jest za wczesnie na blogowanie dla pieniedzy. Nasze media, z wyjatkiem Agory, nie sa jeszcze gotowe psychicznie na blogi, ktore narzucaja nieznany tradycyjnym mediom model konwersacji, a nie stosowanej przez nich konwencji dialogu. Nie sa tez tym bardziej gotowe, lacznie z Agora, do dzielenia sie dochodami z blogowiczami, postrzeganymi przez nich czesto nie jako autorzy, lecz jako odtworcy i przekaznicy tresci, ktorych nie stworzyli, czyli jako cos gorszego od dziennikarzy.

Blogowac zawodowo u nas mogliby znani dziennikarze, ktorzy pracuja w duzych mediach, jak np. Gazeta Wyborcza czy Newsweek, albo w najwiekszych portalach, jak Onet, Wirtualna Polska czy Interia. Warunkiem sine qua non powodzenia jest tu promocja przez portale, jak Onet, lub – co wkrotce sie w Polsce rozpocznie na dobre – przez tradycyjne media, ktore w zolwim tempie przygotowuja sie do wstepnego etapu refleksji nt. pierwszych przymiarek do proby wejscia do internetu.

Priorytetem tradycyjnych mediow jest teraz zabezpieczenie – zagrozonego przez internet i nowy styl zycia – ich podstawowego biznesu, czyli papieru, radia i telewizji. Raczej nie mysla powaznie o blogach i o budowaniu dlugoterminowych strategii internetowych, o ktorych nie maja zreszta najmniejszego pojecia, bo i skad, skoro cale zycie zajmowali sie np. biznesem prasowym.

Jakie widzi Pan perspektywy rozwoju innowacyjnych modeli finansowania przedsięwzięć web2.0?

Widze niewyobrazalnie wielkie perspektywy rozwoju przedsiewziec w stylu Web 2.0. Co do innowacyjnych modeli finansowania pozostaje sceptyczny. One generuja z reguly przychody uzupelniajace przychody z reklamy, a wiec nie sa priorytetowe dla wielu graczy internetowych, ktorzy wola skupic sie – co jest logiczne – na tym co przynosi im najwieksze pieniadze.

Pomysly na zarabianie w necie nie padna na zadnej konferencji, jako to naiwnie mysla niektorzy. One rodza sie ciagle w glowach zapalencow, ktorym udaje sie jakos dotrzec do gabinetow venture kapitalistow. Co rusz zglaszaja sie do mnie ludzie z takimi pomyslami. Pomagam zreszta w przygotowaniu koncepcji, biznesplanów i prezentacji najciekawszych projektow web 2.0 u wybranych przez mnie inwestorow.

W chwili obecnej, jest siedem skutecznych, tradycyjnych modeli biznesowych:

  • Reklama pozyskana przez własny dział reklamy (banery, podwójne podkreślenie, konkursy…).
  • Reklama kontekstualna Google (linki sponsorowane) w przypadku duzych portali i duzych mediow.
  • Courtage tzn. prowizja za umozliwianie konktaktu miedzy kupujacym a sprzedajacym (B2B, B2C, C2C), jak Allegro, eBay, Craiglist.
  • Afiliacja, tzn. prowizja za wysyłanie klientów na inny serwis internetowy (B2B), jak Google, Yahoo.
  • Sprzedaż bezpośrednia (sklepik internetowy, B2C), jak Dell czy Apple.
  • Odsprzedaz, czyli posrednictwo (B2C), jak iTunes.
  • Tworzenie kopii znanych serwisow, jak wykop, frogblog czy linkologia w celu odsprzedania ich – mozliwie jak najszybciej, bo na tym naprawde trudno zarobic – Yahoo czy Google.

Podyskutuj na forum

Technorati Tags: reklama-kontekstowa, marketing, reklama, web2.0, nowe-technologie, blog, model biznesowy.

sprawnymarketing

Redakcja

Wpis autorstwa redakcji serwisu SprawnyMarketing.pl Nasz serwis działa od 2005 roku, publikując artykuły na temat pozycjonowania, marketingu internetowego, analityki internetowej, reklamy online oraz powiązanych dziedzin. Sprawny Marketing to także 25 szkoleń, które pomogą wznieść promocję Twojej firmy na wyższy poziom. Sprawny Marketing jest głównym organizatorem konferencji I <3 Marketing , której najbliższy termin przypada na 1-2 marca 2017 roku.


  • Redakcja

    Przy okazji przypominamy o nowej grupie na Facebooku, w której odpowiadamy na szereg pytań. Dołącz do Twoja firma w Internecie i Social Media.

    Subskrybuj Sprawny.Marketing na Messengerze, dostaniesz informację o każdym nowym artykule lub materiale video

    Wielkimi krokami zbliża się także dwudniowa konferencja I ♥ Marketing & Social Media oraz organizowane przez nas 24 szkolenia z zakresu marketingu.

    Możesz też zamówić prenumeratę drukowanego magazynu sprawny.marketing


    • Bellois

      Należy podkreślić, że w Polsce jeszcze jest za wcześnie na blogowanie dla pieniędzy, ale w końcu na pewno się to zmieni i kto już teraz wyprzedzi konkurencję, ten będzie w przyszłości na lepszej pozycji.

      Co do reklam – reklama kontekstowa to nie wszystko. Nie zapominajmy o tym, że istnieją programy partnerskie(inaczej afiliacyjne, ale jak zwał tak zwał), które np. za polecenie e-booka potrafią zapłacić 40% jego ceny. To chyba jest pewna alternatywa, prawda?

    • Piotr Chmolowski

      Bellois: jasne, że są programy afiliacyjne. Widać jednak, że masz o nich marne pojęcie skoro sądzisz, że są one rozsądną alternatywą dla reklamy kontekstowej.

    • shpyo

      W Polsce ciężko na czym kolwiek zarobić. Prosty przykład to polskie klony strony milliondollarhomepage.com! Alex na całym świecie zdobył uznanie, a nawet dostał kilka ofert pracy! U nas jak zwykle wszyscy zaczeli się z tego śmiać – jak można sprzadawać piksele?! Żeby zacząć rozmowy o reklamie sieci na własnych stronach/blogach to najpierw trzeba mieć poteżną oglądalność. Co z tego, że zrobię klona jakiegoś zagranicznego serwisu jak w u nas się to nie przyjmie?

    • Edward

      Ja może od drugiej strony.
      Jako pracownik agencji reklamowej, chciałbym podkreślić, że w Polsce istnieje generalnie słaba świadomość postrzegania takich miejsc jak blogi czy fora dyskusyjne jako atrakcyjne reklamowo. Pan Krzysztof Urbanowicz trafnie zauważył, że dla reklamodawców atrakcyjniejsze są raczej serwisy oferujące usługi – np. Blogosfera, a nie same serwisy. Wydawać by się mogło, że związane jest to z liczbą odwiedzających. Jednak – biorąc pod uwagę kilka czynników, które przemawiają na korzyść blogów – jest to niezrozumiałe. Czynniki te, to wg mnie – wąska grupa zainteresowanych, którzy czytują konkretne blogi i fora, często wysoki (opiniotwórzczy) poziom postów, możliwość nawiązania „dialogu” z odbiorcą reklamy.
      Od jakiegoś czasu na serwisach wielu firm zajmujących się tworzeniem stron i marketingiem internetowym, można wśród bogatej oferty usług znaleźć – „Marketing wirusowy”. Nie będę w tym miejscu polemizował nad tym – czy umieszczenie na stronie, np. tapety do ściągnięcia lub wygaszacza ma wpłynąć na rozwój takiego. Przypominają mi się tylko próby takiego „Marketingu” uskuteczniane na grupach dyskusyjnych – jakaś osoba, najczęściej pracownik agencji – zapisywał się na kilkadziesiąt grup dyskusyjnych i wysyłał setki postów zachęcających do kupowania danego produktu…
      Blogi również pozwalają na podobną działalność (podobnie zresztą jak prasa, agencje bardzo zabiegają o to, aby artykuły o produktach pojawiały się w pismach – najlepiej aby wyglądały na publikowane zupełnie poza świadomością firmy producenta – mimo, że częstokroć bardzo mocno te firmy lobbują autorów tekstów).
      Oczywiście jest jeszcze jeden aspekt – tak samo, jak autorzy postów zachęcających do kupna towarów firmy XYZ szybko wypadali ze środowiska – tak samo szybko autorzy blogów mogą zostać posądzeni o stronniczość i brak obiektywnych opini.

    • Robert Drózd

      shpyo – różnica między milliondollarhomepage, a polskimi klonami jest taka, że tam był to unikalny pomysł i dowód kreatywności autora – a tutaj to dowód czego…? umiejęności kopiowania?

      Edward – to co piszesz o „marketingu wirusowym” wynika z traktowania go jako kolejny cudowny środek, a tak przecież nie jest. Wyszukiwanie odpowiednich „łączników”, udział w grupach dyskusyjnych i w blogosferze zabiera zasób najcenniejszy, czyli czas. A na to wielu ludzi związanych z reklamą i PR nie może sobie pozwolić.

    • Edward

      Robert Drózd – Ja piszę przede wszystkim o złym pojmowaniu “marketingu wirusowego”. Wg mnie agencje zbyt łatwo chcą zgarnąć kasę, za wykonanie kilku czynności, które często nie są przemyślane tylko – hmmm, typowe. Nazywają to Marketingiem wirusowym ponieważ jest to zagadnienie dość nowe (oczywiście nie chodzi o sam fakt istnienia tego zagadnienia – tylko o swoistą na niego modę).
      Odpowiedzmy sobie sami – jaką skuteczność ma umieszczenie na stronie tapety, albo wygaszacza ekranu? W chwili obecnej praktycznie żadną! Chyba, że tapeta będzie skrajnie kontrowersyjna!!
      Lepiej gdy ktoś napisze coś o produkcie na jakimś forum lub liście. Ale to i tak nie jest skuteczne, jeżeli podejdzie się do tego w sposób nachalny i nieodpowiedni.
      Innymi słowy – jeżeli ktoś chce poświęcić swój czas i stworzyć przyjazny wizerunek produktu na forach (generalnie w sieci) to wg mnie robi nie “Marketing wirusowy”, tylko uprawia zwykły PR.
      Przez wspomniany “Marketing wirusowy” rozumię działania, które spowodują że informacja o produkcie zacznie rozprzestrzeniać się sama – musi być zatem skonstruowany odpowiedni przekaz – na tyle interesujący, aby zachęcał do kopiowania i na tyle spójny i solidny, żeby pozostał odporny na zniekształcenia. W ten sposób rozwijało się np. Gadu-Gadu. W gruncie rzeczy podobne działanie mają kopie reklam telewizyjnych, w których lektor zmienia nieco wypowiadany tekst (w stosunku do orginalnej telewizyjnej wersji), jak reklama telefonu Motorola “Zaj****sta motorolka”, czy reklama piwa “Konkretnie się naj****em”. Reklamy takie można spotkać w sieci i nawet jeżeli na pierwszy rzut oka budzą zgorszenie czy niesmak – działają bardzo mocno na wizerunek marki!!

    • Jakub Skoczylas

      Robert Drózd – jest jeszcze jeden, może nawet ważniejszy czynnik. Milliondollarhomepage jest w języku angieslkim, więc jej docieralność bije na głowę liczbę potencjalnych odbiorców polskich klonów.

    • Bellois

      Piotr Chmolowski: dlaczego próbujesz dyskutować w takim śmiesznym stylu? Dlaczego mnie atakujesz? Jeśli uważasz, że rozmijam się z prawdą, to – litości – po prostu wytłumacz mi to. A jeśli nie chcesz, to po co w ogóle zaczynasz dyskusje?

    • Piotr Chmolowski

      Bellois: Przykro mi, że odbierasz to jako atak na siebie. Na pewno nie taki był mój zamiar. W swoim komentarzu wskazujesz programy partnerskie jako alternatywę dla reklam. OK. Powiedzmy, że współpracujesz z firmą hostingową, która płaci 30% od ceny serwera za każdego poleconego użytkownika. Niech to nawet będzie 40% wartości ebooka. Fajnie, spore procenty. Problem w tym, że żeby ten cały wysiłek miał się okazać choć trochę opłacalny to ktoś to musiałby najpierw kupić. Nietrudno sobie wyobrazić, ile tym sposobem zarobiłby przeciętny polski serwis. Nic.

    • Bellois

      Piotr Chmolowski: ale czy masz powód, aby tak twierdzić? Opierasz się na jakichś znanych faktach i statystykach wskazujących, że ludzie w ogóle nie kupują w sieci, czy raczej na przypuszczeniach?

    • Redakcja

      Bellois:
      W tej chwili osoby korzystające z narzędzi web2.0 to dość specyficzne środowisko. Dalecy są od kupowania eBooków poprzez serwisy typu Wykop czy jakiś blog, że już o hostingu nie wspomnę. Trudno znaleźć alternatywę dla kontekstowej, dla takiego serwisu jak Wykop. Co gorsza często użytkownicy ‚web20’ mają też poblokowane AdSense.
      Programy partnerskie-ksiązki są ciekawe, ale nie finansowo. Wiem, bo próbowałem i wskoczyłem nawet w rankingu partnerów jednego z serwsiów dość wysoko na jeden miesiąc, choć przychody miesięczne były na poziomie wydatków na sobotni wieczór dla dwojga.
      Tomek

    • Piotr Chmolowski

      Bellois: opieram się głównie na swoich wyliczeniach i na doświadczeniu innych, którzy próbowali maczać w tym palce. Kiedyś ze znajomym rozważaliśmy wprowadzenie programu parterskiego helionu w naszym wspólnym serwisie o programowaniu. Nie trudno było wyliczyć całkowitą nieopłacalność takiego przedsięwzięcia. Przykład: helion za każdego poleconego klienta płaci 5% wartości książki. Jeśli książka kosztuje 45zł, to mamy całe 2,25zł zysku. Zakładając, że codziennie przynajmniej jedna osoba kupi przez nas serwis książkę (co jest bardzo mało realne), to miesięczny zysk wyniesie 67,50zł.

      Podobny scenariusz wygląda dla wszystkich innych programów partnerskich. Owszem, ludzie chętnie kupują w sieci. Problem w tym, że bardzo niechętnie i bardzo rzadko kupują przez pośredników. Szacując opłacalność tej formy zarabiania muszę brać pod uwagę przede wszystkim obecnych użytkowników swojego serwisu. Przy 2500-3500 unikalnych odwiedzin dziennie adsense spełnia swoje zadanie bardzo dobrze, a programy partnerskie dałyby mi max. kilka złotych miesięcznie.

    • Michał Faber

      @Krzysztof Urbanowicz:
      „Pomysly na zarabianie w necie nie padna na zadnej konferencji, jako to naiwnie mysla niektorzy. One rodza sie ciagle w glowach zapalencow, ktorym udaje sie jakos dotrzec do gabinetow venture kapitalistow.”

      dotarcie do venture kapitalistów jest niezwykle łatwe – wystarczy wysłać maila, albo przyjść na wspomnianą konferencję, do czego zapraszam

      projekty web 2.0 nie potrzebują biznesplanów, bo nikt nie jest ich w stanie zweryfikować na obecnym etapie – potrzebują wizji, dobrej prezentacji, a po krótkim czasie wyników w postaci przychodów i użytkowników

      jeśli chodzi o pomysły na zarabianie pieniędzy na projektach internetowych to można je podzielić np. tak:

      1) przedsięwzięcia mikro-firm lub osób indywidualnych – są one najczęściej efektem kilku lat praktycznych, dogłębnych (wręcz imtymntych) doświadczeń i znalezienia niezagospodarowanej niszy – przykład: snip.pl

      2) przedsięwzięcia związane z istniejącymi, dobrze prosperującymi branżami, które można usprawnić dzięki zastosowaniu internetu – od początku planowane na dużą skalę i organicznie rosnące (rodzinne, grupa znajomych) lub dokapitalizowane i „korporacyjne” (spółka -> IPO lub inwestor strategiczny) – przykład: wakacje.pl i travelplanet.pl

      zgadzam się, że blogowanie nie jest modelem biznesowym – jest formą prezentacji własnej osoby, ewentualnie pretekstem do dyskusji

      aby trochę zbliżyć się do praktyków e-biznesu, warto chodzić na konferencje :) nie ma gwarancji, że padną tam unikalne pomysły, bo tych zwykle się nie ujawnia – chodzi raczej o kontakty z ludźmi, którzy mogą poradzić i zweryfikować nasze plany – pilotować nasz projekt

      zapraszam

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *