Zapraszamy na 23 szkoleń z e-marketingu i konferencję I ♥ Marketing oraz zakupu magazynu

19 Szkoleń i I ♥ Marketing oraz zakupu magazynu

Ile jest sprzedaży w tekście sprzedażowym?

Nigdy nie było łatwo. Sprzedać coś zdalnie, umieszczając dłuższe lub krótsze zdania przed oczami potencjalnego klienta, to prawie cud. Pieniądze w zamian za słowa? A jednak copywriterzy to potrafią. Potrafili. Bo teraz to już nie jest to takie pewne.

Choć jestem bardzo pozytywnie nastawiony do świata, to wkurza mnie sytuacja, gdy do słowa “copywriting” trzeba od razu dodawać drugie  –  “sprzedażowy”. Bo teraz copywritingiem pomiata każdy, kto tylko ma na to ochotę.

Mam taką wizję, że nawet żebracy spod monopolowych zmienili profesję. Zamiast ochrypłej prośby “Kolego, pożycz dwa złote”, widzę w Internecie “Napiszę tekst 1000 zzs za 2 zł”. Tak mi się kojarzy. Mówiłem, że jestem wkurzony.

Dlaczego nie każdy tekst sprzedaje?

Dawniej było wiadomo, że copywriter pisze tekst, by sprzedać. Dziś sprzedaż w tekstach została tak rozwodniona, że to w większości czysta homeopatia. A nie, są jeszcze tak zwani seo copywriterzy. Tam nie ma ani jednej cząsteczki sprzedażowej.

Tak, w sprzyjających okolicznościach sprzedać może każdy tekst. Tak samo, w sprzyjających okolicznościach ja mógłbym zostać gwiazdą Jutuba albo słynnym mówcą konferencyjnym. Chyba bym musiał sobie biust mocno powiększyć. I być zabawnym. Jak widzisz, okoliczności musiałby być naprawdę powalające.

Bądźmy realistami. Że nie każdy tekst sprzedaje, wie każdy, kto choć raz próbował opchnąć coś w Internecie. Tę wiedzę łatwo się zdobywa i jak mało która, ta poparta jest zawsze doświadczeniem. Ale co zrobić, by tekst sprzedawał, a nie tylko to udawał?

Odrobiłem pracę domową. Przejrzałem dziesiątki tekstów, które najwięcej sprzedały. Wyodrębniłem 4 składniki najsilniejszych tekstów sprzedażowych. I ich chińskie podróbki, które wyglądają podobnie, ale rozsypują się po pierwszym użyciu.

Dzięki temu łatwo można sobie sprawdzić każdy tekst, czy ma to coś, a i napisać takowy będzie prościej. Homeopatię zamienisz na prawdziwe witaminy, po których sprzedaż nabierze zdrowych rumieńców.

Może świat będzie lepszy, kto wie. A ja za ten dobry uczynek pójdę do nieba?

Przejdźmy do konkretów.

Co zawiera tekst, który sprzedaje?

Ja wiem, ja wiem! Powinien coś obiecać! Będziesz chudszy, piękniejszy, zdrowszy, a twój biznes wystrzeli w kosmos. (A co z biustem?)

No niestety, to tylko tania chińska podróbka elementu sprzedażowego.

Papier wszystko zniesie, monitor wyświetli, ale klient to odrzuci. Takie słowa odbiją się jak piłka od ściany. Możesz rzucać w nieskończoność, a i tak wróci do Ciebie i niespodziewanie uderzy w twarz.

Co zamiast tego?

1.Tekst musi doprowadzić czytelnika do wizualizacji zmiany na lepsze lub zachowania (czegoś)

Zaczynamy od naszego potencjalnego klienta. Łapiemy jego uwagę nie gierkami słownymi, lecz silnym obrazem, który do niego przemówi.

Chodzi o to, by zobaczył. Siebie.

W nowej, lepszej przyszłości, która właśnie niespodziewanie się przed nim otwiera lub bez tego cholernego problemu, którego ma już po prostu dość. Albo w alternatywnej wizji życia, gdy nie traci tego, co dla niego ważne, gdy na przykład “zachowuje” sprawność seksualną na długo, gdy innym króliczkom dawno skończyła się bateria.

Czym to się różni od obietnicy zmiany lub usunięcia problemu?

Zaangażowaniem. W obietnicę czytelnik musi uwierzyć na ślepo, powierzając sprzedawcy swoją przyszłość, ale tu wystarczy, że zacznie sobie wyobrażać, jak by to było, gdyby…

Niczego mu na siłę nie wciskamy. Pokazujemy na przykład kogoś innego, jak tego doświadcza lub tworzymy wyraźny obraz mentalny czegoś, na co zareaguje. Klient sobie patrzy bezpiecznie z dystansu i nagle BUM. Chce to!

Od razu powiem, że to właśnie jest najtrudniejszy element tekstu. To odróżnia amatorów od profesjonalistów. To sprawia, że tekst nie jest opisem produktu, lecz skutecznym narzędziem sprzedaży. Łatwo tu wpaść w banał, który sprawia, że czytelnik przelatuje tę sekcję jak odrzutowiec, a potem brakuje mu paliwa i katapultuje się ze strony.

Jeśli już na samym początku tekstu zabraknie czegoś, co pobudzi czytelnika do wyobrażania sobie “jak by to było, gdyby”, tracimy go. Może będzie czytał dalej, ale bez tego zaangażowania, które sprawia, że chce to mieć.

2. Opis – jak przedmiot zakupu zapewnia tę zmianę lub zachowanie?

Gdy masz wybór, czy świadomie wybierzesz gorszy produkt? Raczej nie, co? Więc logiczne wydaje się, że nasz musi być najlepszy, najpiękniejszy, najmocniejszy, naj, naj, naj.

To rodzi fundamentalne pytanie –  co to znaczy “najlepszy”?

Kryteriów mogą być setki, a dla klienta liczy się tylko jedno: “Czy to jest najlepsze dla mnie?” I wszystko jasne. Nie chodzi o abstrakcyjną jakość, lecz dopasowanie do sytuacji i dążeń naszego klienta.

Najlepszy dla niego produkt to taki, który w tym momencie “najlepiej” pomoże mu dokonać pozytywnej zmiany w życiu lub biznesie, albo zachować coś ważnego i cennego. Kontekst ma znaczenie.

Jeśli więc zaczynamy tekst od wyrazistego obrazu mentalnego i w następnej odsłonie pokazujemy produkt, który idealnie wpisuje się w ten obraz, budzimy w czytelniku silne pragnienie zakupu.

Jeśli pokazujemy swój produkt “na sucho”, sterylnie, podajemy go na zimno, bez odniesienia do gorących pragnień klientów, to żaden opis nie zapewni sprzedaży. Chyba że klient przychodzi do sklepu gotowy na zakup i potrzebuje tylko przejścia do kasy. W każdym innym przypadku tekst musi mocno łączyć produkt z realizacją jego pragnień. Chyba że nie musi sprzedawać, wtedy cokolwiek napiszesz, będzie dobre.

3. Impuls zakupowy

Nie lubimy nachalnych sprzedawców, więc wiele osób stara się tego unikać w swoich tekstach. I co? Porzucają klienta w połowie drogi, sam na sam, z często trudną decyzją do podjęcia. Czy to w porządku rozbudzać różne pragnienia, a potem pokazać dłoń z jednym uniesionym palcem?

Skuteczne teksty sprzedażowe zawsze dają jeden silny powód do zakupu TERAZ. Tak silny, by nasz klient mocno poczuł stratę, myśląc od wyjściu ze strony z pustymi rękoma. Metod na to jest wiele, ważne, by ten element się pojawił.

Jeśli Twój tekst poruszy wyobraźnię klienta i mocno powiąże produkt z realizacją pragnień klienta, ale nie będzie zawierał impulsu do zakupu, to ten klient kiedyś kupi. Prawdopodobnie u konkurencji, która bardziej się przyłoży do tekstu. Nie lepiej teraz przechwycić te pieniądze?

4. Następny krok

Przecież wiadomo, że z produktem trzeba iść do kasy?

Ale, ale, gdzie ta kasa? Jak to zrobić bez kolejki? A ile to kosztuje, gdzie jest cena za to cudo? Wiele pytań może zrodzić nawet banalny zakup. Ważne jest, by stworzyć łącznik z kasą, link, który doprowadzi klienta w objęcia kasjera. By nie musiał wracać na początek sklepu. I wiedział, ile płaci, i co dostanie.

Zakup to bardzo konkretne działanie. Wiąże się pewnym dyskomfortem lub nawet bólem – oddajemy swoje pieniądze. Każdy powód rezygnacji z zakupu jest dobry. Więc, czy ułatwiasz czytelnikom zakup, czy może każesz się inteligentnie domyślać, co mają zrobić?

Niepewność niszczy sprzedaż. Uprośćmy więc ten proces, by łatwiej było kupić, niż z tego zrezygnować.

Zamiast podsumowania

Bolesna prawda jest taka, że nie napiszesz takiego tekstu, dopóki nie przyjdziesz do mnie na szkolenie.

No co, wiesz przecież, że piszę to, by Cię namówić na szkolenie z copywritingu. Nie? Ojej, przepraszam, to zacznijmy to podsumowanie jeszcze raz, ok?

Powyższy artykuł przedstawia skrajne poglądy autora. Jestem pokojowo nastawiony, zależy mi jednak na tym, by oczyścić pojęcie copywritingu z fatalnych naleciałości i by nigdy więcej nie trzeba było dodawać do niego wyrazu “sprzedażowy”, bo to tak oczywiste.

Wybrałem 4 elementy, które moim zdaniem ostatecznie decydują o tym, czy dany tekst można uznać za sprzedażowy, czy też nie. Jeśli zamawiasz teksty, sprawdź, czy one się w nich znajdują. Jeśli piszesz –  postaraj się je w tekście zawrzeć, a nie zawiedzie ani Ciebie ani zleceniodawcy.

LOKOWANIE PRODUKTU: Tak, są narzędzia ułatwiające tworzenie tekstów sprzedażowych. Teraz mogę? Będą na moim szkoleniu! Już 23.06 zapraszam do Warszawy:

dobry tekst sprzedażowy


 Share
sprawnymarketing

Powyższy tekst zawiera prywatne poglądy Autora. Niekoniecznie muszą odzwierciedlać one poglądy Redakcji.

Darek Puzyrkiewicz

Copywriter, który specjalizuje się w pisaniu tekstów marketingowych i sprzedażowych na zlecenia firm, działających w Internecie. Prowadzi blog na temat skutecznych technik pisania tekstów sprzedażowych: Copywriting w Internecie


  • Redakcja

    Przy okazji przypominamy o nowej grupie na Facebooku, w której odpowiadamy na szereg pytań. Dołącz do Twoja firma w Internecie i Social Media.

    Subskrybuj Sprawny.Marketing na Messengerze, dostaniesz informację o każdym nowym artykule lub materiale video

    Wielkimi krokami zbliża się także dwudniowa konferencja I ♥ Marketing & Social Media oraz organizowane przez nas 24 szkolenia z zakresu marketingu.

    Możesz też zamówić prenumeratę drukowanego magazynu sprawny.marketing


    • Paweł Zieliński

      Dobry tekst to początek sukcesu. Pozytywne nastawienie to dalszy rozwój sytuacji, zaś praca z determinacją to osiągnięcie celu :) Bardzo dobry wpis. Pokazuje, że warto analizować nie tylko błędy techniczne ale przede wszystkim tematykę oraz język.

    • Copywriting to sztuka pisania takich tekstów, że ciągle chce się czytać dalej, nie licząc kolejnych linijek, które mjają jak słupy wysokiego napięcia za oknem pendolino. Darek Puzyrkiewicz tak umie, jak mało kto! I nawet jak bilet kosztuje drożej niż w innych pociągach, to podróż jest tego warta! Oszczędza Ci czas i prowadzi prosto do celu. Coś o tym wiem :)

    • lingutransla.com

      Wszystko piknie… ale ja napiszę Państwu to, że mnie i nie tylko mnie trzącha i odrzuca ten tu koślawy polinglisz i ta ucuna polacina… jak np. parenting, content, itp… ale najlepszy jest storytelling… :-(

      Ludziska… w jakim langwiczu ten kopyrajting writujeta?

      Nie wiecie,.. albo już zapomnieliście nie tylko o tym, że makaronizmy to dobre są w kuchni, ale czymś podstawowym… o prostocie i Kliencie… który ten „kontent” z ukontentowaniem ma przeczytać… i ZROZUMIEĆ!!!

      A… i jak by co… to my też sprzedajemy swoje umiejętności… pisząc po polsku, albo po angielsku… ale nigdy w pomiędzy… Ale rozpisałem się… jak dawno nieużywany długopis ;-)

      Pozdrawiamy gorąco, ciekawy tekst… swoją drogą…

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *