Napisz do nas

Zapraszamy na 19 szkoleń z e-marketingu i konferencję I ♥ Marketing.

19 Szkoleń i I ♥ Marketing

Napisz do nas
Larry-Pages-Google-Business-Card-1998

List do nowego prezesa Google:”Co musicie poprawić?”

Od redakcji: Kilka tygodni temu w naszej branży gruchnęła wiadomość, że Google zmienia prezesa. Po 10 latach prezesowania ze stanowiska odchodzi Eric Schmidt; a wraca na nie pierwszy historycznie prezes firmy i jeden z jej dwóch współzałożycieli, Larry Page. Przed Pagem stoją zupełnie inne wyzwania, niż te, które pamięta z przełomu wieków. Wtedy prowadził firmę małą, ale zwinnie walczącą o pierwszą ligę. Teraz poprowadzi firmę z absolutnej czołówki pierwszej ligi, która jednak bardzo straciła na zwinności i zdolności do rozpalania wyobraźni klientów. Co musi zrobić, by utrzymać Google w pierwszej lidze i nadać mu z powrotem czaru i znacznego przyspieszenia? Publikujemy list, jaki do Larry’ego Page’a napisał redaktor naczelny Search Engine Landu, Danny Sullivan.

Nie jesteśmy monopolistami!

Google: "nie jesteśmy monopolistami" Kiedy Cię nie było, Google rósł, rósł i rósł. W 2001 roku, kiedy przestawałeś być prezesem, nie byliście jeszcze najpopularniejszą wyszukiwarką na świecie. Otoczeni byliście gronem onieśmielająco mocnych konkurentów. Nie robiliście systemu operacyjnego dla urządzeń przenośnych (Android), ani dla laptopów (Chrome OS), nie mieliście własnej przeglądarki (Chrome). Właściwie to nawet AdWords dopiero wówczas startował, a AdSense jeszcze nie istniał.

Dzisiaj wielu uważa, że urośliście zbyt mocno. Komisja Europejska sprawdza, czy nie zagrażacie konkurencyjności rynku. Wasi dobrzy przyjaciele z Microsoftu pilnują, by podtrzymać postępowania przeciwko wam i nieco się odegrać.

Wyzwania czekają na Was także w USA. Departament Sprawiedliwości nie był zachwycony planami współpracy z Yahoo, uniemożliwiając jej podjęcie. The New York Times uznał, że Wasza dominująca pozycja uprawnia organy państwa do wtrącania się w Wasz algorytm. Prokurator generalny Teksasu prowadzi śledztwo w temacie naruszania przez was regulacji antytrustowych.

Są to prawdopodobnie największe wyzwania stojące przed Googlem. Naruszacie wiele interesów różnych podmiotów i wszystkie je musicie przekonać, że nie trzeba Was regulować ani podzielić.

Stajemy się społecznościowi!

Facebook vs Google Pamiętasz tę scenę w filmie The Social Network, kiedy Mark Zuckerberg siedzi w akademiku zajęty kodowaniem protoplasty Facebooka? Po tej nieudanej randce? Z piwem w ręce? Tak, to było świetne.

Cóż, kiedy ostatnio byłeś prezesem, Mark nie był nawet jeszcze studentem. Ale i tak stworzył giganta, silnego 600-milionową społecznością, której aktywność dorównuje lub może nawet przewyższa aktywność użytkowników na Google (w zależności od tego, który wskaźnik wybierzesz do porównań).

To nie tak, że Google nie jest sukcesem. Odnosi sukcesy, i to fantastyczne! Siedzi na gotówce, ponadto należy do nielicznego grona, któremu sukcesy Facebooka bezpośrednio nie szkodzą. Ale Facebook jest teraz trendy. Społeczności są trendy. A co do Was w Google, to cóż, wasza strategia odnośnie społeczności – hm, czy w ogóle istnieje?

Mniej więcej o tej porze zeszłego roku opisaliśmy katastrofę, którą stał się Google Buzz. Jednocześnie elementy społecznościowe są przypadkowo porozrzucane po waszych włościach, bez jasnych powiązań między sobą. To jak to w końcu działa? Moje działania w Google Maps będą widoczne w Google Buzz, spięte z wpisami na Bloggerze, które z kolei będą powiązane z moim kontem na Picasie, a do tego jeszcze Google Współrzędne? Nic nie rozumiem.

Śledzę Wasze poczynania uważniej, niż Wasz typowy użytkownik, a i tak nie potrafię spamiętać tego wszystkiego. Plotkuje się o Waszym projekcie Google Me / Emerald Sea / Google +1, co do którego Eric zarzeka się, że to nie kolejna sieć społecznościowa, ale raczej „warstwa społecznościowa”.

Może Wasze nowe rozwiązania w zakresie społeczności wprowadzą w końcu przejrzystość i zaczną się dawać używać. Ale kiedy? Lepiej dla Was, żeby szybko. Powinniście dać użytkownikom coś ważnego, coś, co zredefiniuje sieci społecznościowe. Jeśli nie umiecie, poddajcie ten temat od razu. Twierdzicie, że świętujecie porażki, ale – szczerze mówiąc – nic na to nie wskazuje. Klęska każdego wprowadza w nerwowość, od waszych inwestorów począwszy, a na waszych pracownikach skończywszy.

Mamy sukcesy na rynku urządzeń mobilnych!

iPhone vs Google Jeszcze dwa lata temu wydawało się, że Apple całkowicie zdominował rynek smartfonów. Aż wszedł na rynek Android i dogonił (lub nawet przegonił, w zależności od wskaźników, na jakie patrzymy) iPhone’a pod względem liczby użytkowników.

Pewnie uznacie zatem, że przesadzam, sugerując, że musicie solidnie bronić swoich pozycji na rynku mobilnym. Ale musicie. Eric to wie. Wykonuje syzyfową pracę próbując wytłumaczyć tym nieznośnym analitykom, że chociaż Google nie zarabia ani grosza na systemie operacyjnym Android, to jednak odnosi olbrzymie korzyści z faktu, że system ten jest częścią smartfonów tak wielu użytkowników.

Jednak oni nie wierzą. Jednocześnie Jobs i spółka wypuszczają na rynek swój nowy produkt, po który od razu ustawiają się długie kolejki. Wiele osób przymierza się do nowego iPhone’a, mając identycznego w kieszeni, tylko po to, by mieć go w Verizonie (sieć komórkowa AT&T, która do niedawna miała wyłączność na sprzedaż iPhone w USA, ma u Amerykanów niedobrą opinię, szczególnie z powodu słabego zasięgu – przyp. tłum.). To znamienne: kiedy ostatnio słyszeliście o kolejkach osób chcących kupić telefon z Androidem?

Oczywiście, z Androidem jest nieco inaczej, niż z iPhonem – Androidów jest w końcu tak dużo! I pojawiają się tak często. Na żaden pojedynczy model z Androidem nie ma tak wielkiego popytu, nie trzeba na nie czekać. Operatorzy sprzedają je w sposób, na który Apple by sobie nie pozwolił. A Google nie może tak rozstawiać wszystkich po kątach, to źle współgrałoby z ich „otwartym” wizerunkiem.

Dobra wiadomość jest taka, że Android okazał się sukcesem. Możecie go pokazać każdemu, kto chciałby sugerować, że jesteście firmą jednego produktu. Wciąż bardzo wielu w was powątpiewa. Jesteście wciąż porównywani do Apple’a i musicie się z tym pogodzić.

Jesteśmy gotowi na rewolucję w systemach operacyjnych!

Eric (Schmidt, ustępujący prezes Google – przyp. tłum.) sprzeciwiał się twoim i Siergieja planom stworzenia systemu operacyjnego. Jednak to wy wygraliście. Dwukrotnie. Stworzyliście Androida i Chrome OS-a!

iPad vs Google Tworząc system operacyjny chcieliście uniezależnić się od firmy, którą uważacie za swoje największe zagrożenie – od Microsoftu. Windows był zdecydowanie najpopularniejszym systemem operacyjnym. Internet Explorer był najpopularniejszą przeglądarką internetową. Gdyby Microsoft chciał wywinąć wam jakiś brzydki numer, co moglibyście mu przeciwstawić?

Stworzenie własnego OS-a to realizacja strategii realizowanej przez Google od dłuższego czasu. Jej wcześniejsze przejawy to np. zabezpieczanie odpowiednio wysokiej przepływności sieci szkieletowych, dbanie o ich „neutralność”, a nawet zapewnianie darmowego dostępu do internetu.

Problem polega na tym, że zagrożeniem dla was nie jest Microsoft, ale Apple. Pamiętasz Ruperta Murdocha? Tak, to ten gość, który nazywa was wampirami, bo treści z jego gazet wysysane są przez waszą wyszukiwarkę (nie wiń mnie, to jego przenośnia). Z kim Murdoch tworzy swoje najnowsze dzieło, The Daily? Z Apple, gazeta dostępna będzie początkowo wyłącznie z urządzeń tej firmy.

Tak, gazeta wyłącznie na iPada. Teraz wszystko kręci się wokół aplikacji. Nawet Oprah (Winfrey, gospodyni jednego z najbardziej znanych amerykańskich talk-shows – przyp. tłum.) wydała swoją aplikację. Robert Scoble (wpływowy amerykański bloger piszący o nowych technologiach – przyp. tłum.) przedstawiał mi niedawno jej popularność. Wydałem 4 dolary tylko po to, żeby przetestować tę aplikację (niezbyt mi się podobała). Wielu fanów Oprah zrobiło to samo, mimo, że większość dostępnych tam artykułów można przeczytać na jej stronie za darmo.

Ludzie w swojej większości uwielbiają takie aplikacje. Apple też je uwielbia, ponieważ pozwalają kontrolować sytuację na ich własnych urządzeniach, no i pozwalają trochę zarobić. Oprah musi oddawać Apple’owi część przychodów ze swojej aplikacji. A ile wy zarobiliście na posyłaniu ruchu organicznego do Oprah? No właśnie, zero – nie licząc oskarżeń rzucanych przez niektórych wydawców.

Fakt, macie swoją przeglądarkę, która – póki co przy użyciu Flasha – pozwala wam dawać użytkownikom dostęp do niby-aplikacji. Ale aplikacyjny pociąg po prostu wam ucieka. Coraz trudniej będzie go dogonić. Mury rosną. Jak Google da sobie z tym radę? Trudno wam będzie odciąć się od ekosystemu Apple’a. Nie wspominając już o Facebooku.

Android jest tu niezłą przeciwwagą, ale dlaczego sklepów z aplikacjami jest tak wiele? No i co ze śledzeniem prywatnych danych? Co do Chrome OS – zobaczymy, co z tego wyjdzie. Szczerze mówiąc, Chrome OS wciąż wydaje się oferować mniej, niż zwykły pecet z przeglądarką. Ale możliwe, że uda się wam przekonać ludzi do „chmury”, że spodoba im się idea komputera, którego nie trzeba konfigurować.

Ideą chmury nastraszyliście nawet Microsoft. Widziałeś ich reklamy pt. „To the cloud”? Co oni sobie wyobrażają!?

My naprawdę nie jesteśmy źli!

Nie czyń zła (oryg. „Don’t Be Evil”). Pamiętasz tę zasadę? Mało kto jeszcze wierzy, że się nią kierujecie. Ba, nawet wy sami już w to nie wierzycie, stąd pewnie logika „skali zła”, którą posługiwaliście się by uzasadnić niegdysiejsze wejście do Chin.

To fajnie, że chcieliście być dobrzy. Sama intencja godna jest pochwały. Znam wielu twoich pracowników, którzy wciąż wierzą w tą filozofię. Ale na zewnątrz firmy mało kto jeszcze to kupuje.

Znacznie wygodniej być Facebookiem, który nigdy nie deklarował, że chce być dobry. Czy to znaczy, że powinniście oficjalnie porzucić filozofię nieczynienia zła? Tego nie wiem, ale wiem, że przez te wszystkie lata, kiedy się wam przyglądam, nigdy wcześniej nie słyszałem by tylu ludzi obawiało się was czy krytykowało.

Nie zrozum mnie źle. Nadal większość ludzi – szczególnie jeśli są waszymi klientami – was uwielbia. Was i wasze produkty. Widziałem nawet badanie siły marek, które wskazywało, że wasza stała się w minionym roku jeszcze mocniejsza. Ale odsetek ludzi, którzy widzą w was jeszcze jedną wielką korporację stale rośnie.

To jest problem.

Jedną z przyczyn jest to, że staliście się duzi. Inną, że odnieśliście sukces. Jeszcze inną są wasze celowe decyzje o bezpardonowym wchodzeniu na kolejne rynki. Nie wrócicie raczej do sympatycznego, superpozytywnego wizerunku, który mieliście jeszcze kilka lat temu. Ale powinniście priorytetowo potraktować redukowanie wzrostu liczby osób, którzy obawiają się waszej wszechmocy.

A może zatrudnilibyście rzecznika praw klienta, który badałby skargi klientów na was i informował opinię publiczną o rozstrzygnięciach?

Wciąż mamy najlepszych ludzi!

Z pewnością zauważyłeś jak liczną grupą pracowników Facebooka są byli Googlersi. To zły znak. Racja, za kilka lat będziecie mieli powody do śmiechu, gdy i Facebook zacznie tracić pracowników na rzecz kolejnego superudanego przedsięwzięcia (właściwie to Facebook traci pracowników już teraz).

Tak czy inaczej musicie zrobić coś z wizerunkiem firmy, w której nie chce się pracować. To prawda, nadal przyciągacie wiele talentów. To prawda, wielu utalentowanych ludzi pracuje u was od dawna i ani myśli zmieniać pracodawcy. Na zewnątrz jednak wrażenie jest inne.

Wciąż mamy świetne pomysły!

Kilka lat temu Google wypowiadał się na temat liczebności zespołu projektowego potrzebnej dla zachowania atmosfery startupu. Z tego samego powodu wprowadzono zasadę, że każdy inżynier w Google powinien poświęcać 20% czasu na własne projekty (swoją drogą zawsze było mi żal nie-inżynierów pracujących w Google – oni nie mają tego uprawnienia. Nie jest to zresztą jedyny argument za tezą, że w Google panuje kult inżyniera).

Teraz wiemy jednak, że przedstawiane przez Google rady dotyczące pożądanej liczebności zespołu projektowego nie działają nawet w Google. Z tego i innych powodów trudno znaleźć jakikolwiek wydany niedawno produkt Google’a, który wywołałby efekt „wow”. Chociaż Facebook też już takich nie wydaje.

Ludzie oczekują ich jednak po Google. Musicie coś zrobić, by nie powtarzały się sytuacje, w których wasi pracownicy odchodzą z firmy by założyć świetny startup, który później chcecie kupować (np. Twitter, Foursquare).

Mamy świetną wyszukiwarkę!

wyszukiwarka Google Pamiętasz jeszcze wyszukiwarkę? To wasz pierwszy produkt. Wciąż najważniejszy i najzyskowniejszy. A mimo to słaby.

Wiem, że słaby, bo codziennie czytam o tym w jakimś nagłówku, tweecie czy na czyimś blogu. Zdarza mi się też odbierać telefony od dziennikarzy mainstreamowych mediów, przygotowujących reportaże o słabości waszej wyszukiwarki.

Tak naprawdę, wcale nie uważam, by wasza wyszukiwarka była aż tak zła. Sądzę, że do większości zastosowań nadaje się całkiem nieźle. Tym bardziej zadziwiająca jest nagła zmiana jej wizerunku.

Kiedy poprzednio byłeś prezesem, powszechnie uważano waszą wyszukiwarkę za najlepszą, chociaż niekoniecznie tak w istocie było. Wątpliwości były rozstrzygane na waszą korzyść.

Teraz nastały inne czasy, wątpliwości rozstrzyga się przeciwko wam.

Macie w wyszukiwarce trochę bałaganu. Sporo bałaganu. Powinniście pokazać ludziom, że wasza wyszukiwarka się zmieniła. Posprzątać bałagan. Przypomnieć ludziom dlaczego traktują Google jako swoją pierwszą wyszukiwarkę – bo zwraca dobre wyniki.

Podsumowanie

Pisząc już bardziej serio: oczywiście Page dobrze zna wszystkie opisane powyżej problemy, a także wiele innych. Teraz jednak przejmuje je po Schmidtcie. Teraz to on będzie odpowiadał na pytania o pozycję Google’a w poszczególnych obszarach, odpierał ataki tam gdzie są nieuzasadnione i przyjmował krytykę, tam gdzie jest zasłużona.

Niech ten tekst cię nie zmyli. Google to bogata firma, mająca do dyspozycji mnóstwo gotówki, świetne produkty i utalentowanych ludzi. Dojrzała jednak do wyzwań, które czekają każdą „dorosłą” firmę. Pytanie brzmi: jak dobrze poradzi sobie z trudną pozycją lidera.

[źródło: A To Do List For Google’s New CEO Larry Page]

sprawnymarketing

Maciej Janas

Od 2004 w poznańskich agencjach interaktywnych (UX, copy), od lutego 2010 do grudnia 2012 redaktor serwisu SprawnyMarketing.pl. Lubi tropić i opisywać trendy w biznesie internetowym, interesuje się interakcjami technologii z człowiekiem i społeczeństwem oraz współczesną polszczyzną. Google+



  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *