Napisz do nas

Zapraszamy na 19 szkoleń z e-marketingu i konferencję I ♥ Marketing.

19 Szkoleń i I ♥ Marketing

Medicine syrup

Co to jest black hat SEO? Jak wyeliminować spam w Google?

W ostatnich miesiącach sporo było szumu na temat nieetycznych praktyk biznesowych w branży search marketingu. Wszyscy znamy problem – spamerzy „gwarantujący pierwszą stronę w wynikach” czy sprzedający odznaki „best in search” (przyznawane rzekomo przez klientów). Oczywiście, to tylko mały kawałek „ciemniej strony” biznesu SEO, w rzeczywistości jest on dużo większy.


Napisałem w styczniu o moim (podzielanym przez wielu) marzeniu, by szambo SEO zostało wreszcie oczyszczone. W tej chwili kilku oszustów robi złą prasę całej branży i wiele dzieli nas od sytuacji, w której opinia publiczna darzyłaby branżę SEO szacunkiem i uznawała jej model biznesowy za etyczny i uprawniony. Ale może problem leży gdzie indziej, może jest zdecydowanie bardziej fundamentalny? Może należy całkowicie zmienić reguły gry?

Aaron Wall napisał niedawno świetny artykuł zatytułowany „How to fix the broken Link Graph„. Omawia w nim jak to Google całkowicie zmienił w ostatnich latach obraz branży. Zwrócił z jednej strony uwagę na spadek znaczenia dobrej jakościowo treści, a z drugiej na radykalną zmianę linkowania do zewnętrznych witryn – robi się to teraz w innych celach i w inny sposób, niż dawniej.

Zdecydowanie zgadzam się z głównymi tezami jego tekstu. Jasne – Google pozwolił wypłynąć w rankingach wielu porządnym biznesom. Jednocześnie jednak buduje swoje imperium np. na stronach o często marnej jakości, wyświetlających jednak reklamy AdSense. Aaron wskazuje, że internet jest teraz zanieczyszczony śmieciami jak nigdy wcześniej, przy czym śmieci są bezpośrednim produktem ludzi skoncentrowanych na klikach w ich reklamy AdSense. To spostrzeżenie jest jednocześnie trafne i całkowicie mylne.

Nie twierdzę, że Aaron myli się w swoim artykule – w rzeczywistości trafia w samo sedno. Zmierzam jednak do tego, że u podstaw przepełnienia internetu śmieciami jest etyka – brak zasad etycznych w branży.

Branża search marketingu nie jest tu niczym nadzwyczajnym. Oczywiście, każda branża która pozwala zarobić, szybko zaczyna przyciągać ludzi ślepych na zasady etyki. Im większe zarobki, tym więcej takich ludzi przychodzi.

Co jednak wyróżnia naszą branżę na tle innych, to fakt, że została powołana by pomagać porządnym biznesom stawać się znajdywalnymi w internecie. Tymczasem niektórzy ludzie z naszej branży zorientowali się, że dzięki technikom black hat pieniądze robią się łatwiejsze. W wyniku tego, w sieci powstała specyficzna subkultura black hat. Stanowią ją ludzie tworzący witryny, sieci witryn i jeszcze więcej witryn – tylko dla zysków z AdSense. Robią tak nawet ludzie uważani za liderów branży.

Muszę przyznać, że mnie też zdarzało się kiedyś eksperymentować z technikami, które teraz potępiam. Ale tylko po to, by dowiedzieć się jak to robią konkurenci i by lepiej zrozumieć etyczne metody pozycjonowania. Szczęśliwie, skoncentrowałem się na „obchodzeniu” konieczności produkowania śmieci i całkiem dobrze mi to wychodzi.

Wszystkie te nieetyczne biznesy, oferujące puste obietnice i inne oszukańcze, niemoralne lub w inny sposób nieetyczne schematy sprzedaży produkują niesamowite ilości kompletnych śmieci.

Jasne, Google, z myślą o własnym zysku, powołało do życia mnóstwo świństwa, które na całym świecie wyskakuje użytkownikom z przeglądarek. Oczywiście także Yahoo, Microsoft i mniejsze wyszukiwarki mają tu – w mniejszym lub większym stopniu – swoje winy.

Nie, szczerze mówiąc jest już za późno na ratowanie internetu przed szumowinami. A może jednak jeszcze nie?

W swoim artykule Aaron zasugerował, że metodą ratowania internetu mogłoby być położenie większego nacisku na linkach wychodzących, a nie linków przychodzących czy na śmieciowy kontent, robiony „pod roboty”. Rozważał nawet zmianę modelu biznesowego Google lub wejście nowej wyszukiwarki, działającej na innych zasadach.

Pomysł ten jednakże opiera się na założeniu, że spamerzy, scammerzy i inni praktycy black-hat nie znajdą metod oszukiwania tego nowego modelu. Jest to, w mojej opinii, fundamentalny błąd Aarona.

Każda jedna użyta przez Google technika generowania rankingu, stawała się w końcu polem do nadużyć. To syzyfowa praca, która nie skończy się wcale po przejściu na model linków wychodzących. W końcu wychodzące linki i sam ranking pozostaną domeną botów i algorytmów.

Tak długo jak wyszukiwarki pozostaną przedsięwzięciami nastawionymi na zysk, tak długo jak relewantność będzie oceniana za pomocą matematycznych algorytmów, tak długo jak algorytmy te nie będą w stanie ocenić etyczności kontentu – znajdą się ludzie, którzy nie spoczną, zanim nie znajdą kolejnego obejścia, kolejnej sztuczki. Niezależnie od zmian w algorytmie.

Według mnie, jedyną metodą byłoby całkowite wyeliminowanie wszelkich finansowych motywacji: zarówno po stronie wyszukiwarek, jak i witryn chcących znaleźć się wysoko w wynikach.

Jeśli nie będzie możliwe kupienie pozycji w wyszukiwarce, jeśli nie będzie możliwe zarabianie na reklamach, do których ruch dostarczają wyszukiwarki, wówczas zniknie finansowy bodziec napędzający śmieci. Bo to oczywiste, że to chęć zysku doprowadza do produkcji śmieci.

To chęć zysku prowadzi do powstawania generowanych przez automaty artykułów.

To chęć zysku napędza kupowanie linków.

To chęć zysku prowadzi do pustych obietnic „stań się bogaty w 3 prostych krokach”.

To chęć zysku prowadzi do powstawania bezwartościowych reklam.

Chęć zysku napędza to wszystko.

Jasne, wielu z was śmieje się pewnie teraz szyderczo z mojego pomysłu. Mam jednak nadzieję, że przynajmniej część z was myśli: O rety. On ma rację.

Pamiętam jak to było, gdy 15 lat temu zaczynałem pracę w tej branży. Zobaczyłem wtedy miejsce stworzone do nieskrępowanego przepływu informacji.

W powyższym zdaniu zwróć uwagę na słowo „nieskrępowanego”.

Ludzie mający zasady etyki za nic zawsze znajdą sposób, by wykorzystać nieskrępowany przepływ informacji dla własnego zysku. W prawdziwie otwartym, wolnym internecie ci ludzie mieliby mniej do ugrania. Po prostu dlatego, że przegraliby jakością treści. Z witrynami dostarczającymi jej na zasadach non-profit. Z poważnymi firmami, poważnie traktującymi klientów.

Kontrolę nad jakością treści sprawowałyby organizacje non-profit. Wyposażone w jednoznaczny kodeks rozstrzygania sytuacji wątpliwych. Coś na kształt czegoś czym mógł być DMOZ, a czym nigdy niestety nie został.

Jasne, to szaleństwo sądzić, że internet mógłby być kiedyś zorganizowany na takich zasadach. Przeszkody wydają się być dużo większe niż tylko zorganizowanie odnoszącej sukcesy non-profitowej branży SEO.

Model znany z Yelpa raczej nie zadziała, Yelp bazuje bowiem na opłacie za obecność na liście. A to wywołuje podatność na nadużycia. Także crowdsourcing (poleganie na zagregowanych opiniach internautów z twojego otoczenia) jest na większą skalę nierealistyczny. Nie tylko dlatego, że zbyt łatwo byłoby doprowadzić do nadużyć, ale głównie dlatego, że nie jest możliwe stworzenie sieci wystarczająco dużej, by każde pytanie internauty znajdowało odpowiedź we wcześniejszych zachowaniach jego otoczenia społecznego.

Nie sposób niestety zbudować wystarczająco dużej sieci zaufanych źródeł, przynajmniej biorąc pod uwagę niezbędną wielkość przedsięwzięcia.

Musiałoby zatem chodzić o jakiś model hybrydowy, chociaż mówiąc szczerze nie wiem, jak właściwie miałby wyglądać. Na razie jednak właśnie taki byłby, jak sądzę, potrzebny.

[źródło: Eliminating the Profit Motive in Unethical SEO]

sprawnymarketing

Maciej Janas

Od 2004 w poznańskich agencjach interaktywnych (UX, copy), od lutego 2010 do grudnia 2012 redaktor serwisu SprawnyMarketing.pl. Lubi tropić i opisywać trendy w biznesie internetowym, interesuje się interakcjami technologii z człowiekiem i społeczeństwem oraz współczesną polszczyzną. Google+


  • Paweł Kata

    Wow, wyczerpujący artykuł. Co do tematu, to no cóż… uważam, że jeżeli będą tworzone takie rankingi, w których ktoś będzie otrzymywał profity za bycie jak najbliżej szczytu, to zawsze znajdzie się ktoś, kto zapłaci za to, by tam się znaleźć. A gdy na rynku będą pieniądze, będą również usługodawcy. Zamiast się nad tym rozwodzić, uważam że lepiej jest po prostu zaakceptować ten fakt i, jak to się mówi za wielką wodą, "move on".

  • Czacha Dymi

    Każdy sztucznie tworzony ranking jest narażony na wpływy i manipulację osób z pieniędzmi. Takie czasy, że biznesem (również SEO) rządzi kasa, a nie etyka. Oczywiście to bardzo szlachetne pisać, że chcemy internetu wolnego od spamu, reklam, z satysfakcjonującym kontentem itd. Wydaje mi się jednak, że w obecnym czasie jest to nierealne. Branża SEO sama się nakręca chęcią zysku i kolejnymi unikalnymi użytkownikami, którzy odwiedzą stronę i/lub klikną w reklamę.

    Autor artykułu (gość z USA) jest trochę naiwny. Dobrze, że nie wie, co się dzieje w polskim światku SEO. Każdy gada o oryginalnym, wartościowym kontencie, a i tak większość buduje wielkie zaplecza pod systemy wymiany linków, które następnie linkuje do stron made for AdSense, a te dopiero do stron docelowych lub kolejnych precli. Jedno wielkie bagienko.

    Tak jak Paweł Kata napisał w pierwszym komentarzu, trzeba robić swoje.

  • i dodam tylko ze z checi zysku powstala strona na wordpressie sprawnymarketing.pl ktora jest zapleczem dla maxroy…

  • lee oswald

    haha niezle brednie ratowanie internetu rozpoznijmy od obanalia monopolu google, mam wielki zal, ze kiedys tak bradzo mocno polecalem i propagowalem google, bo to google co jest teraz nie ma nic w spolnego z tym co bylo, podnosza nam wizy, wyrzucaja nasze sklepy z idexow, wartosciowe merytorycznie strony to jest zamach na polske, chca pokazac kto rzadzi. Trzeba ich zaczac skarzyc a nie z nimi wspolpracowac!!!

  • Paweł

    mi tam bardziej śmieci na ulicach, w parkach i na plażach przeszkadzają. Są ważniejsze rzeczy w życiu niż jakiś wyimaginowany "wirtualny śmietnik". Nie popadajmy w paranoję, troszkę świeżego powietrza i słoneczka sugeruję, z dala od komputera :)

  • Bartosz Światowski

    @ Marcin
    @ aha

    A ja bym bardzo chętnie taki content, widział na innych zapleczach. Pzdr.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *