Napisz do nas

Zapraszamy na 19 szkoleń z e-marketingu i konferencję I ♥ Marketing.

19 Szkoleń i I ♥ Marketing

Napisz do nas
strona-ustawien-prywatnosci-facebook-nowa1

Facebook: nowe ustawienia prywatności

Logika wdrażania nowych funkcjonalności jest w Facebooku prosta. To logika wymiany: dajemy wam, drodzy użytkownicy, coraz więcej i coraz więcej żądamy w zamian. Walutą wymiany jest treść tworzona przez użytkowników; treść ta, z biegiem miesięcy i kolejnych funkcjonalności, staje się coraz bardziej własnością Facebooka, coraz mniej – użytkowników. To byłby nawet uczciwy układ, gdyby użytkownicy mogli mieć świadomość, że są jego stroną. Przejmowanie kontroli nad treściami użytkowników odbywało się bowiem do tej pory głównie techniką komplikowania ustawień prywatności. Technika ta, wyglądająca raczej jak podchody, niż kontrakt dwóch równoprawnych stron, zaczęła budzić prostesty opinii publicznej. Opinia publiczna huknęła, Facebook się przestraszył i wprowadza zmiany (zapowiedziane na wczorajszej konferencji przez Marka Zuckerberga). Ale czy naprawdę się przestraszył? Czy wykonuje ruchy pozorowane?


Niestety, nowe ustawienia prywatności nie są jeszcze dostępne. Wiadomości o nich pochodzą na razie z drugiej ręki: z wypowiedzi Zuckerberga, z wpisu na fejsbukowym blogu i fejsbukowej pomocy, a także z relacji nielicznych dziennikarzy, którzy nowe ustawienia widzą w swoich prywatnych FB-kontach. Jeśli podsumować uzyskane tak informacje, odpowiedź jest jedna: jest mniej źle, ale wciąż słabo.

Najpierw obrazki. Główna strona prywatności wygląda teraz tak:
strona ustawień prywatności Facebook

Po zmianach, ta sama strona będzie wyglądać tak:
strona ustawień prywatności Facebook-nowa

Dwójką (2) oznaczone są podstawowe informacje, pozwalające na identyfikację użytkownika. Imię i nazwisko, płeć, sieci są udostępniane wszystkim i ustawienie to nie podlega konfiguracji. Warto zwrócić uwagę, że z listy informacji udostępnianych „obowiązkowo” wypadła sieć znajomych – będzie dało się ją teraz ukryć przez nieznajomymi.

Pod jedynką (1) skonfigurujesz udostępnianie twoich treści. Statusy i zdjęcia możesz udostępnić, przykładowo, tylko znajomym, datę urodzin także znajomym znajomych, a notkę o tobie – wszystkim. Ze screenów wywnioskować można tyle, że wszystkie ustawienia będą teraz widoczne „na jeden rzut oka”, w formie tabelki. To istotnie poprawi poczucie kontroli nad sytuacją.

Trójka (3) dotyczy aplikacji i witryn. Jak pisze Facebook w systemie pomocy:

W tej części możesz decydować, które informacje chcesz udostępniać stronom i aplikacjom, w tym wyszukiwarkom (aplikacje i strony, których używasz Ty i Twoi znajomi mają już dostęp do Twojego imienia i nazwiska, zdjęcia profilowego, płci, sieci, listy znajomych, nazwy użytkownika i innych informacji, które udostępniasz wszystkim). Możesz wyświetlać swoje aplikacje, usunąć te, których nie chcesz używać, lub całkowicie wyłączyć platformę. Po wyłączeniu platformy korzystanie z aplikacji lub stron platformy nie będzie możliwe. Nie będziemy również udostępniać aplikacjom ani stronom informacji o Tobie.

W sekcji Czwartej (4) możesz zabrać wybranym użytkownikom lub aplikacjom dostęp do twoich treści lub (w przypadku użytkowników) możliwość zapraszania cię do aplikacji.

Zamiast 6 sekcji, mamy więc 4. Najważniejsza z nich, udostępnianie treści, jest wyeksponowana bezpośrednio na stronie prywatności. Czyli jest lepiej.

Pozostaje także możliwość ustawiania dostępności na poziomie każdego statusu czy zdjęcia (przycisk z kłódką). Decyzja podjęta „w kłódce” ma wyższy priorytet, niż ogólne ustawienia skonfigurowane na stronie prywatności.

Wciąż jednak zorientowanie się, jakie są bieżące ustawienia prywatności wymaga bardzo wielu kliknięć (czasem „zagnieżdżonych”) i doskonałej pamięci roboczej. Wystarczy przejrzeć artykuł Dannego Sullivana, żeby zorientować się, jak skomplikowana jest wciąż prywatność na FB (w zasadzie wystarczy sam rzut oka na ten artykuł, liczący sobie ponad 10 stron znormalizowanego maszynopisu i 17 screenów).

Z pewnością wykonalne byłoby umieszczenie wszystkich ustawień prywatności na jednej stronie. Taka strona byłaby pewnie dosyć skomplikowana, jednak pozwalałaby objąć całość. Niekoniecznie musiałaby też zwalać z nóg przeładowaniem informacji – połączenie AJAX-a i podejścia zwanego progressive disclosure, rozwiązałoby problem.

Ale zaraz, jaki problem, kto tu ma problem? Raczej nie Facebook. Ofiara (relatywne uproszczenie ustawień), którą Zuckerberg rzucił właśnie na pożarcie mediom, powinna je tymczasowo nasycić i uspokoić.

[Aktualizacja: 08.10.2010 Facebook zwraca użytkownikom ich dane]

Na zwołanej wczoraj konferencji prasowej szef Facebooka, Mark Zuckerberg, ogłosił 3 duże zmiany w serwisie, z których dwie oddają użytkownikom część władzy nad tworzoną przez nich treścią. Każdy posiadacz konta na Facebooku będzie mógł, za pomocą jednego przycisku, ściągnąć zipa ze wszystkimi danymi, które kiedykolwiek umieścił w serwisie (m.in. wpisy na ścianach, zdjęcia, notatki itd.). Ponadto powstał kokpit do zarządzania prawami dostępu facebookowych aplikacji do naszych treści (można przejrzeć tam listę serwisów i aplikacji, którym przyznaliśmy jakieś dostępy i zmienić je/usunąć). Teoretycznie krok ten, czyniony przez firmę żyjącą właśnie ze sprzedawania danych użytkowników i wprawiania ich w ruch, jest mocno ryzykowny. Czy rzeczywiście?

W uproszczeniu, treści dodawane przez użytkowników i krążące później w ekosystemie Facebooka mają dla serwisu podtrójnie ważną rolę. Po pierwsze przyciągają uwagę znajomych udzielającego się, której część można sprzedać w postaci serwowanych z boku reklam. Po drugie, podnoszą wartość sprzedawanej uwagi poprzez zapewnienie tematycznej zgodności zainteresowań użytkownika i serwowanych mu reklam. Po trzecie, napędzają interakcje, prowokując innych użytkowników do dodawania własnych treści, np. odpowiedzi. I tak to się kręci.

Tymczasem Facebook pozwala teraz „wynosić” na zewnątrz użytkownikom ich dane. Teoretycznie może to ułatwić przenoszenie tożsamości do konkurencyjnych serwisów społecznościowych, obniżając im barierę wejścia na rynek. Największy problem nowostartujących społeczności to właśnie zebranie krytycznej masy użytkowników – korzystanie ze społecznościówek bez znajomych nie ma oczywiście żadnego sensu. Wczorajszy krok Facebooka pozwoli przenieść listę znajomych na zewnątrz, wraz ze wszystkimi stworzonymi przez siebie na Facebooku treściami. (Warto dodać, że usunięcie danych pozostaje wciąż zdecydowanie mniej wspieraną operacją, w praktyce najłatwiej skasować całe konto, choć i to nie jest takie proste)

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=8r0egO0x07g&feature=player_embedded[/youtube]

Do tej pory krytycy Facebooka zwracali uwagę, że treści publikowane przez użytkowników na Facebooku przestają do nich w praktyce należeć natychmiast po wciśnięciu „share”. Na bazie m.in. tych zarzutów powołano do życia projekt Diaspora, otwarty serwis społecznościowy, w którym kontrolę użytkownika nad danymi stawia się na tyle wysoko by zaoferować możliwość samodzielnego hostowania swojego profilu. Można spekulować, że rozgłos towarzyszący budowie Diaspory miał pewien udział w decyzjach Zuckerberga i ekipy.

Druga ważna zmiana to udostępnienie kokpitu do zarządzania danymi udostępniamymi aplikacjom. Kokpit ułatwia dokonanie szybkiego przeglądu aplikacji i witryn, którym udostępniamy dane (a których, biorąc pod uwagę liczbę dostępnych aplikacji i popularność Facebook Connect mogliśmy nazbierać dziesiątki/setki) i zmodyfikowanie tych dostępów, z ich anulowaniem włącznie. Teoretycznie może to zmniejszyć ilość krążycych po ekosystemie Facebooka treści, a więc zmniejszyć liczbę odsłon serwisu, zmniejszyć liczbę dalszych treści, które mogłyby powstać w reakcji, umniejszyć wiedzę Facebooka o użytkownikach itd.

Opisując możliwe konsekwencje, jakie Facebook może odczuć w następstwie wprowadzonych zmian, konsekwentnie nazywałem je „teoretycznymi”. Choć społeczeństwa wydają się być coraz mocniej wyczulone na kwestie ochrony prywatności, to już większość poszczególnych obywateli/internautów w praktyce wydaje się lekce je sobie ważyć. W Facebooku wiedzą, że udostępnienie samego narzędzia do kontrolowania danych to za mało, użytkownicy nie będą jej (masowo) używać. Boimy się utraty kontroli nad danymi o nas, dajemy się straszyć opowieściom o demonicznych lodziarzach, ale nie jesteśmy gotowi zainwestować czasu i zasobów poznawczych w przejęcie kontroli, nawet mając po temu narzędzia.

sprawnymarketing

Maciej Janas

Od 2004 w poznańskich agencjach interaktywnych (UX, copy), od lutego 2010 do grudnia 2012 redaktor serwisu SprawnyMarketing.pl. Lubi tropić i opisywać trendy w biznesie internetowym, interesuje się interakcjami technologii z człowiekiem i społeczeństwem oraz współczesną polszczyzną. Google+



    • Andrzej

      Co by nie napisali o facebooku to ludzie i tak nie będzie sie z niego wyrejestrowywać. Z drugiej strony mają darmową reklamę.

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *