Napisz do nas

Zapraszamy na 19 szkoleń z e-marketingu i konferencję I ♥ Marketing.

19 Szkoleń i I ♥ Marketing

czy-google-powinien-banowac-wlasne-strony

Dlaczego Google powinien banować własne strony – a może nie powinien?

Google z dumą banuje własne strony, by pokazać jak poważnie traktuje regulacje antyspamowe, ale najwyraźniej coś jednak ogranicza tę dumę. Firma odmawia bowiem zbanowania części swoich łamiących wskazówki dla webmasterów stron pomocy. To oczywiście źle, z punktu widzenia wskazówek. Ale dobrze, jeśli miałoby zapoczątkować bardziej zdroworozsądkowe podejście do nich.

System pomocy Google i cloaking

Cloaking, rozumiany jako przygotowanie witryny internetowej tak, by inną treść prezentowała robotom wyszukiwarek, a inną – internautom, został przez Google zabroniony już dawno.

W minionym tygodniu Search Engine Land opublikował artykuł AdWords Cloaks Its Help Pages, Gets Banned By Google (przyp. red. – zainspirowany zresztą, jak czytamy, doniesieniem Bartka Krzemienia) opisujący jak to strony pomocy Google AdWords stosowały cloaking. Google szybko usunął te strony z indeksu. Na jak długo? Google odpowiada:

Nasz zespół web quality rozpatruje obecnie wniosek o ponowne włączenie do indeksu. Nie mamy w tej sprawie nic więcej do dodania.

Niedługo po publikacji wspomnianego artykułu okazało się, że strony pomocy Gmaila i Google Webmaster Central także stosowały cloaking. Co zabawne, niektóre z podstron z Google Webmaster Central zawierają zakazy stosowania cloakingu. Prawdopodobnie także wiele innych stron pomocy Google stosuje cloaking. Jednak te strony nie zostały zbanowane.

Dlaczego? Google twierdzi, że do momentu przeprowadzenia kontroli, cloaking ustał – dlatego te strony nie zostały zbanowane. Przedstawiciel firmy powiedział Search Engine Landowi:

To prawda, także inne strony pomocy przypadkowo pokazywały inną treść robotom, a inną internautom…

Nasz zespół antyspamowy usunął z indeksu strony pomocy systemu AdWords. Jeszcze zanim zespół zakończył kontrolę pozostałych stron pomocy, problem z nimi został naprawiony i dlatego nie zostały one zbanowane.

Warto tutaj dodać, że cloaking na stronach pomocy AdWords był wynikiem błędu, który był obecny na stronach pomocy wszystkich usług Google. Wszystkie te strony stosowały cloaking, ale tylko na kilku udało się nam to wypatrzeć w zweryfikowany sposób.

Do momentu kiedy redakcja Search Engine Land zapytała Google o tę sprawę, problem powodujący cloaking na wszystkich stronach pomocy został usunięty. W każdym razie Google udawał, że nie widzi, że jego własne strony łamią zasady przez niego samego ustalone.

Skoro już nie przekraczasz prędkości…

Gdyby przełożyć to na realia z „off-line’u”: policjant dostrzega samochód przekraczający prędkość. Jednak kiedy policjant dogania pirata, ten mieści się już w przepisowej prędkości, a mandat nie zostaje wlepiony.

Jeśli Google na serio chce udowodnić równość wszystkich stron (także własnych) wobec wskazówek, to wszystkie strony pomocy powinny zostać zbanowane. Zbanowanie zaledwie stron pomocy AdWords w sytuacji kiedy wszyscy wiedzą, że także inne strony firmy łamały zasady, wygląda na tanie wykręcanie się od odpowiedzialności.

Z drugiej jednak strony, zbyt wielu internautów potrzebuje odpowiedzi zawartych na stronach pomocy Google. Firma nie może ot tak po prostu zbanować wszystkich tych stron. Na tym ucierpieliby internauci, nie wspominając już o wstydzie, jakiego najadł by się Google wobec faktu, że informacji o korzystaniu z usług firmy trzebaby szukać na Bingu lub Yahoo.

Dużych karzemy tylko klapsem

To niedobrze, że Google wybiera drogę na skróty, tym bardziej, że to nie pierwsza tego rodzaju sytuacja. Od dłuższego czasu można odnieść wrażenie, że firmy wystarczająco duże lub wystarczająco ważne mogą łamać wskazówki Google, a w ramach kary dostają najwyżej lekkiego klapsa.

Jednym z narzucających się przykładów jest BMW. W 2006 roku firma została przyłapana na stosowaniu cloakingu na jej niemieckojęzycznej witrynie. Google ogłosił wówczas, że witryny BMW zostają zbanowane. Zobaczcie, nawet duże firmy, takie jak BMW, muszą przestrzegać zasad. Tylko, że kilka dni później strony BMW były z powrotem w indeksie. Przestano stosować cloaking, a dzięki szybkiemu ponownemu włączeniu do indeksu internauci z powrotem zyskali możliwość odnalezienia witryn firmy.

Google nie mógł sobie pozwolić na dłuższe wykluczenie BMW. Internauta niemogący znaleźć w Google witryny BMW będzie winił za to Google. Przeciętny użytkownik Google nie jest zainteresowany tym, czy szukana przez niego firma zrobiła coś niewłaściwego, czy nie. Chce po prostu dobrych wyników wyszukiwania. Jeśli szuka „BMW”, chce znaleźć po prostu BMW.

Weźmy teraz przeróżne małe witryny, od witryn niewielkich rodzinnych firm po witryny firm większych, ale nie posiadających rozpoznawalnej marki, co z nimi? Prawdopodobieństwo, że tego rodzaju witryny zostaną zbanowane na dłużej, jest dużo większe. Ze wszystkimi tego konsekwencjami w zakresie problemów z wizerunkiem i odzyskiwaniem pozycji po zdjęciu bana.

Pierwsza, emocjonalna reakcja na całą tę historię jest taka, że Google powinien zachowywać się fair. Zbanować wszystkie strony pomocy i to na dłuższy okres czasu! Karać duże firmy tak samo dotkliwie jak małe. Grać fair!

Intencje są ważne, nie taktyka

Uważam, że warto patrzeć na intencje, zamiast na taktykę. Granie fair oznacza niebanowanie zarówno dużych, jak i małych firm, gdy naruszą jakieś techniczne wskazówki. Należałoby je ukarać tylko za celowe działanie zmierzające, w opinii karzącego, do naruszenia interesu internautów.

Niemal na pewno Google, stosując cloaking, nie chciał krzywdzić internautów ani łamać wskazówek dla webmasterów. To była głupia pomyłka, a banowanie stron pomocy AdWords nie pomoże nikomu. Informatycy odpowiedzialni za strony pomocy dostali wystarczającą nauczkę musząc naprawić problem, a dodatkowe karanie ich stron banem nie jest potrzebne.

To samo z witrynami innymi niż Googlowskie. Nie ma większego sensu karanie za cloaking, jeśli nie widać wyraźnej intencji złamania wskazówek dla webmasterów. To tylko nakręcałoby złą wolę. W takiej sytuacji w zupełności wystarczy ostrzeżenie (czasem Google je wysyła). Ale od razu kara? Trochę spokojniej.

Najgorsza prawdopodobnie rzecz wynikająca z tych wszystkich technicznych wskazówek to całe morze bezproduktywnego czepialstwa w branży SEO. W nieskończoność można słuchać o witrynach, na których dostrzeżono ślady cloakingu lub w inny sposób łamiących wskazówki. Od razu powstają o takich stronach wpisy na blogach. Autorzy zadają w nich dramatyczne pytania: „I co teraz zamierza zrobić Google?”. A życie toczy się dalej, aż do następnej „przyłapanej” witryny.

Ten niekończący się cykl jest naprawdę męczący. Więcej informacji na ten temat, w tym także historia dyskusji o cloakingu, dostępna jest w tych tekstach:

Webmasterze, przestrzegaj Wskazówek; Google, tłumacz dlaczego odstępujesz od kary

Żeby było jasne, nie zachęcam webmasterów do łamania wskazówek Google’a. Każdy, kto ma cokolwiek wspólnego z tworzeniem lub promowaniem witryn internetowych, powinien znać i rozumieć Wskazówki dla Webmasterów. Jeśli chcesz być widoczny w Google, będzie dla ciebie lepiej jeśli zastosujesz się do reguł tej wyszukiwarki. Jeśli natomiast świadomie je łamiesz, nie dziw się, gdy zostaniesz ukarany.

Jednocześnie zachęcam Google, by prowadził bardziej otwartą politykę komunikacyjną w zakresie darowania kar, także jeśli kara miałaby zostać wymierzona samemu Google. Zamiast potwierdzać, że witryna jakiejś dużej (lub małej) firmy została właśnie ukarana, lepiej być może tłumaczyć, dlaczego od tej kary odstąpiono.

[źródło: Why Google Should Ban Its Own Help Pages — But Also Shouldn’t]

sprawnymarketing

Maciej Janas

Od 2004 w poznańskich agencjach interaktywnych (UX, copy), od lutego 2010 do grudnia 2012 redaktor serwisu SprawnyMarketing.pl. Lubi tropić i opisywać trendy w biznesie internetowym, interesuje się interakcjami technologii z człowiekiem i społeczeństwem oraz współczesną polszczyzną. Google+


  • Rafal

    Jestem zaa!!!!! Bo to co jest obecnie to absurd… Mam strone ktora nie lamie zadnych zasad, jest unikalna, nie blokuje robota i ma bana od pol roku. W indeksie brak… i co? Nic nie pomaga…

    • Mariusz

      a wcześniej ? Nic złego wcześniej nie było na stronce ? A może coś się do niej 'dokleiło' – teraz to normalka – skompromitowany dostęp do FTP, jakiś cwaniak dokleja kod i proszę – dla ludzi normalna zawartość a dla robotów pewne leki niebieskawe……

    • klatek

      A pisałeś do G? Czasem pomaga przy banach.

      Gorzej załapać filrt niż bana. Przy banie po poprawieniu kody i zgłoszeniu tego można liczyć na powrót do indeksu. Przy filtrze… nie ma co zgłaszać.

  • Sylwester Kalinowski

    troche na inny temat ale tez dotyczacy google. Kilka dni temu ku zdziwieniu na moim gmailu w folderze SPAM znalazlem subskypcje jednego z kanalow na youtube. :-)

    pozdrawiam,
    Sylwek

  • seostarter

    No rzeczywiście bardzo nie na temat ;) W pełni się zgadzam z paragrafem :"Intencje są ważne, nie taktyka". NIe popadajmy w absurd karania i donosicielstwa. Liczą się intencję. To tak samo jak z prawem, które można róznie interpretować, ale to nie znaczy, że nalezy każdemu rzucać kłody pod nogi. Prawo jest po to aby pomagać, aby żyło sie lepiej, a nie po to, żeby życie było stresujące i podporządkowane teorii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *